zachód słońca na przedmieściach Bangkoku

Dzień z życia Gekonów

13173157_1029769723781182_225365689113104771_o

13072692_1029769797114508_8001813127266805161_o

Życie w Tajlandii…

Wstajesz rano koło 8 – sam w to nie możesz uwierzyć. Do 9 upał jeszcze nie daje się tak we znaki. Szybkie ogarnięcie i czas na codzienny trening. Biegniesz więc na poranny, śniadaniowy foodmarket. Kupujesz pieczone bataty, świeżego ananasa, czasem ryż z cynamonem w liściu bananowca. Pakujesz śniadanie do plecaka i biegiem wracasz do domu, by zdążyć przed upałem – no i burczy ci w brzuchu – 5 kilometrów za tobą. Szybki prysznic i już siedzisz na tarasie przy pysznościach z kawą z mlekiem kokosowym. Czasem przyjdzie kot. A czasem waran.

O 10 czujesz się jak nowy i jesteś gotowy do działania. Załatwić coś w Bangkoku? Zwiedzić jakąś świątynie? Wybrać się na basen i poopalać? A może zostać w domu i posprzątać? Upływa kilka godzin. Na obiad odgrzewasz ryż i dynie z kurczakiem w curry, które kupiłeś na wczorajszym, popłudniowym foodmarkecie.

Pakujesz w plecak trochę świeżych owoców, dwa Changi (tutejsze piwo ze słoniem na etykiecie) i wybierasz się aviary_1451997818873na popołudniowy spacer w poszukiwaniu ciekawych miejsc i ludzi. Trafiasz na malutkie, tajskie osiedle. Wąskie betonowe płyty wiją się pomiędzy bananowcami prowadząc do tajskich domów, zbudowanych ze wszystkiego o czym jesteś w stanie pomyśleć. Kuchnie otwarte, przed wejściem do domu. Okna pozabijane deskami. Wszędzie stoją stare meble, sprzęty elektroniczne, dziurawe donice – nazwałbyś to zwykłymi śmieciami, ale one mogą mieć duszę – jeszcze się kiedyś przydadzą. Przechodzisz obok bandy psów. Powykrzywiane, kulawe, czasem zadbane i uśmiechnięte, czasem cię pogonią. Mijasz Tajów przy pracy w polu, reperowaniu zepsutych rozmaitości, niektórzy gotują, zamiatają i patrzą na ciebie zaskoczeni. Czasem musisz zejść z drogi skuterowi – tylko one są w stanie podjechać pod sam dom w gąszczu wąskich uliczek. Wdychasz zapach tajskich potraw gotowanych w wokach, świeżego prania wiszącego na wieszakach i zgnilizny śmieci wyrzucanych obok domu.

Znalazłeś. To jest to miejsce. Siadasz na betonowym murku, wyciągasz piwko i oglądasz zachód słońca nad palmami. I ponownie, sam w to nie możesz uwierzyć. Słońca nakręca cię pozytywną energią i wiesz, że jutro znowu wstaniesz wcześnie rano gotowy do działania. Słońce zachodzi, a ty czujesz spokój.

Tajlandia jest niesamowita.

Zuza