w hamaku na wyspie

Pozytywne aspekty życia w Tajlandii :)

Często pytacie jak mi się żyje w Krainie Uśmiechu? Opowiem Wam o tym skupiając się tylko na pozytywnych aspektach życia w tym kraju, ponieważ staram się odrzucać lub przynajmniej bardzo ograniczać wszystko to co budzi we mnie negatywne emocje. Skupmy się na tym co dobre, a jeśli też patrzysz na świat przez „różowe okulary” to Tajlandia wita Cie tu nie tylko z uśmiechem na twarzy, ale też z otwartymi rękami.

Mieszkam w Tajlandii dwa lata, chociaż mam wrażenie że czasu minęło dużo więcej. Dlaczego?  – chyba przede wszystkim dlatego, że ciągle „coś się dzieje”. Czas płynie dla mnie tu dużo wolniej niż w Polsce, a przecież tak naprawdę czas płynie tak samo. Wydaje mi się, że to wszystko za sprawą wielu doświadczeń i ciągle to nowych bodźców. Na brak mocnych wrażeń nie mogę przecież narzekać, historia z agencją dała mi się we znaki i jednak nie zapowiada się na szybki koniec…

Tak w ogóle, to zacznijmy od tego że przestałem narzekać, a przecież ciągłe narzekanie to nasz „sport narodowy” – co nie? Pomijając fakt przykrych doświadczeń na początku mojej przygody w Tajlandii staram się zachować pozytywne wibracje, a panujący tu klimat z pewnością mi w tym pomaga!

Co najbardziej podoba mi się w Tajlandii?

Po pierwsze – UŚMIECH!

O tajskim uśmiechu pojawiło się już trochę tekstów, a mój kolega Piotr Druzgała napisał nawet książkę. Czy tajski uśmiech jest szczery, czy też jest tylko maską która kryje te prawdziwe emocje – to nie ma już dla mnie znaczenia. Spotykając przypadkową osobę na ulicy mam z nią kilkusekundowy kontakt wzrokowy i nie ważne jest co sobie myślimy i co w danej chwili czujemy. Ważne jest to, że się do siebie uśmiechamy ponieważ ta enegria którą uwalniamy krąży wokół nas i ma duży wpływ na wszystkich.

Wystarczy się przejść ulicami Bangkoku i na kogoś spojrzeć. Na twarzy przypadkowo napotkanej osoby od razu pojawia się uśmiech, a Ty automatycznie odwzajemniasz go i to bezwarunkowo. Po pewnym czasie uśmiechasz się do wszystkich dając przy tym duży zastrzyk pozytywnych wibracji. Przejdź się teraz dla kontrastu ulicami Warszawy i zacznij się do wszystkich uśmiechać. Co dostaniesz w zamian? – jeśli nie wpierdol to pewnie pomyslą że „pedał” albo jakiś wariat. Na końcu może ktoś się uśmiechnie.

Po drugie – SŁOŃCE!

Tropikalny klimat, palmy i gorące słońce to jest to co kocham. Zawsze chciałem mieszkać w kraju gdzie przez większą część roku mogę chodzić w klapkach, najlepiej bez koszulki i w krótkich gaciach oraz przeciwsłonecznych okularach na nosie. Polska zima stała się dla mnie w pewnym momencie niekomfortowa, mało tego ponura aura zaczęła oddziaływać na mnie bardzo negatywnie, a nawet depresyjnie. Miewałem mocne stany przygnębienia szczególnie w okresie jesienno – zimowym. W Tajlandii tego nie ma więc zapomniałem już o tym ponurym klimacie.

W zasadzie 4 pory roku w kolejności wiosna, lato, jesień i zima – zastąpiłem dwiema bo tu jest pora sucha i deszczowa.  Moje dzieci w szkole żartują, że mamy tu 3 pory roku: „hot, very hot and very very hot.” Trudno się z tym nie zgodzić w końcu średnia roczna temperatura w Bangkoku to 28 stopni Celcjusza. 🙂

Po trzecie – WYGODA!

Tajlandia mnie strasznie rozleniwiła, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Mam na myśli wygodne życie oparte na usługach – nie piorę, nie sprzątam, nie gotuję i tak na prawdę nie musiałbym wychodzić z domu gdybym się uparł, bo jedzenie też mogę zamówić.  Podstawowe usługi w tym kraju są bardzo tanie i dają pracę ludziom którzy jej potrzebują więc uważam, że takie rozwiązanie jest dobre. Dla przykładu oddanie całej pralki ciuchów ze złożeniem to koszt 60 thb ( 7 zł), sprzątanie pokoju z myciem łazienki i podłogi to 80 thb ( 9zł).

Gotowaniem również się nie zajmuję, dookoła mnie jedzenia jest wystarczająco dużo i tanio, poza tym nawet nie mam kuchni w condo. Mam za to dobre tajskie dania na osiedlu w Bang Bo i zjem do syta w granicach 50-80 thb (6-9 zł) . Zamawiam nawet vana przez telefon, który podjeżdża po mnie pod sam dom i zawozi do centrum, a w drodze powrotnej działa na tej samej zasadzie. Jak żyć?

Po czwarte – DYSTANS!

Mieszkając w Azji można nabrać dużego dystansu do otaczającego nas świata. Patrząc z prespektywy czasu widzę w sobie dużą różnicę. Dopóki nie zamieszkałem w Krainie Uśmiechu przejmowałem się nawet małymi głupotami. Brałem dużo rzeczy do siebie i stresowałem się niepotrzebnie. Wszystkie te czynniki źle wpływały na moje samopoczucie i powodowały niekorzystne stany emocjonalne, które z kolei oddziaływały na najbliższe otoczenie.

Jak zmieniło się moje życie przez ostatnie dwa lata? – ojej, czuje że dawno nie miałem tyle luzu w sobie. W chwili obecnej żyje bezstresowo i do wszystkiego podchodzę z przymróżeniem oka,  ogromnym dystansem, nie biorę życia na poważnie. Mam nadzieje że ten stan będzie trwał jak najdłużej, chociaż z drugiej strony jak tak dalej pójdzie to zostane starym hipisem w bambusowej chacie gdzieś na jednej z tropikalnych wysp.

Podsumowując to jak mi się żyje w Tajlandii z perspektywy minionych lat powiem krótko – nigdzie się stąd w najbliższym czasie nie wybieram.

Jesteśmy w kontakcie…