Szczęśliwe słonie – Elephant Haven Kanchanaburi

Moja wina…

Przyznajemy się – sami nieświadomi wybraliśmy się na przejażdżkę na słoniu zaraz po naszym przyjeździe do Tajlandii, niemal 2 lata temu. Nie czytaliśmy opinii w internecie, po prostu nadarzyła się okazja i na jednej z wysp wybraliśmy się na wycieczkę „na słoniu po dżungli”. I właśnie tamto doświadczenie wzbudziło nasze podejrzenia. Łańcuchy, haki do bicia, poranione słonie i smutne oczy. Nie tak sobie to wyobrażaliśmy. Sposób traktowania tych zwierząt był straszny. Wtedy zrozumieliśmy, że coś tu jest nie tak, że ten turystyczny kocioł rozhulał to okrucieństwo do granic możliwości, pieniądze płyną strumieniami, turyści cykają foteczki, a słonie jedynie cierpią. Zaczęliśmy szukać w internecie opinii, artykułów i filmów. To jedynie utwierdziło nas w przekonaniu, że miejsca oferujące przejażdżki, przedstawienia i cyrkowe sztuczki nie dbają o dobro tych dzikich zwierząt. Wstyd i hańba.

Szczęśliwe słonie

Jednak w Tajlandii można odnaleźć miejsca, gdzie żyją szczęśliwe słonie. Najczęściej uwolnione, po latach katorżniczej pracy. Hasają wesoło po dżungli, a odwiedzający mogą je karmi, głaskać, taplać w błotku i rzece. Najbardziej znanym miejscem jest Elephant Nature Park niedaleko Chiang Mai. To prawdziwe sanktuarium słoni daje im drugie życie, a ludzi edukuje. ENP prowadzi dużo projektów w całej Tajlandii (a i pierwszy projekt powstaje w Kambodży!) i szerzy wiedzę jak te zwierzęta dobrze traktować. (Tu znajdziecie listę wszystkich projektów Elephant Nature Park). I tak, jeden z tych projektów ma miejsce w Kanchanaburi – Elephant Haven. Aktualnie mieszkają tu kilka szczęśliwych słoni. Niegdyś, było to miejsce jakich w Tajlandii wiele. Właściciel organizował przejażdżki i przedstawienia. Po latach, dzięki edukacji i presji wzrastającej świadomości ludzi, zrozumiał i zmienił swoje podejście. Przeobraził swój park w przystań dla słoni i ściśle współpracuje z Elephant Nature Park.

Elephant Haven Kanchanaburi

Odwiedziliśmy to miejsce. Całodniowa wycieczka (8-16), z transportem do hotelu i lunchem kosztuje 2500bth/osobę (ok. 300zł). Jest to dotacja na działanie sanktuarium. Może wydawać się dużo, ale my byliśmy usatysfakcjonowani. Można też wybrać dwudniową opcję z noclegiem – domek stoi nad rzeką, a słonie przechadzają się luzem tuż obok (5800bth/osobę). Grupa była niewielka – może ze 25 osób, słoni jest 8. Bardzo kameralnie.

Plan wycieczki idealnie wypełnia 8 godzin. O 8 rano odbiór spod hotelu, następnie dojazd do Elephant Haven, który znajduje się w Parku Narodowym Sai Yok tuż przy Erawanie. Koło 10 karmienie słoni poprzedzone samodzielnym przygotowywaniem owoców i kulek ryżowych. Następnie godzinny spacer po dżungli i obserwacja słoni podczas kąpieli w rzece, gdy drapią się o gałęzie lub po prostu idą. Oczywiście cały dzień w towarzystwie przewodników, którzy mówią dobrze po angielsku i opowiadają o słoniach w pasjonujący sposób. Potem powrót na lunch (smaczne jedzenie i duży wybór – także dla alergików i wegetarian). Po obiedzie kolejny spacer w dżungli, tym razem atrakcją była kąpiel błotna. Następnie przeszliśmy się nad rzekę Kwai i wszyscy razem wzięliśmy kąpiel. Słonie kładły się w wodzie i chillowały, a ludzie z bananami na twarzy myli słonie z błotka. Na koniec jeszcze jedno karmienie i powrót do hotelu około 16.

Przydatne wskazówki

Elephant Haven staje się coraz bardziej popularne, warto zabookować sobie termin wycieczki wcześniej – tu link do strony internetowej Elephant Haven Kanchanaburi. Miejsce na wycieczkę można bookować także przez stronę Elephant Nature Park. Zaliczka 1000bth płatna paypalem. Dzień w parku zaczyna się bardzo wcześnie, więc do Kanchanaburi zalecamy przyjechać dzień wcześniej. Jest to miłe i klimatyczne miasteczko nad rzeką Kwai, więc nudzić się nie będziecie. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo w parku słoni, to czuliśmy się super. Na początku rozmiar i waga słonia budzi respekt, ale okazuje się, że te zwierzęta są łagodne i mądre. Przez cały czas grupie towarzyszy kilku lub kilkunastu przewodników, którzy czujnie obserwują słonie. Oczywiście należy zachować zdrowy rozsądek, ale nie ma się czego bać. Należy uważać jedynie na majtający się ogon i uszy, którymi słoń odgania insekty. Nie zrobi tego intencjonalnie, ale może nieprzyjemnie zdzielić z ogona po twarzy. Warto zabrać ze sobą klapki, bo szlak w dżungli jest płaski, szeroki i prosty do przejścia, a klapki ułatwiają życie przy kąpieli błotnej czy w rzece. Jakby co, to w parku jest możliwość wzięcia prysznica. Warto zabrać też ręcznik, coś suchego na przebranie i obowiązkowo – repelenty na komary i krem z filtrem na słońce. Można też spakować kilka bananów dla słoni – z  przyjemnością połkną je w całości 🙂

Zwykły dzień słonia

Takie mieliśmy wrażenie w trakcie wizyty w Elephant Haven. Grzejące słońce, zwierzęta bez łańcuchów, luzem chodzą pomiędzy ludźmi. Gdy spacerowaliśmy w dżungli, słonie łaziły pomiędzy nami jak chciały. Czasem z tyłu zaczepiały trąbami, czasem zbaczały ze ścieżki i wchodziły w gęsty las. Niejednokrotnie oddzielały się od nas i spędzały czas nad brzegiem rzeki, w cieniu lub drapiąc się o jakąś super gałąź. Zwierzęta nie są do niczego zmuszane, przewodnicy nie gonią ich by szły z grupą czy by weszły do wody nawet gdy nie mają ochoty. Słonie robią sobie co im się żywnie podoba 😀

Nasze odczucie? Tak właśnie wygląda dzień słonia na wolności. Nie ma fajerwerków, pokazów malowania trąbą czy stawania na dwóch nogach i tańca do muzyki. Zwykła codzienność. Jest to piękne w swej prostocie. Taki słonik zje sobie owocki, przejdzie się dżunglą, podrapie tu i ówdzie, obsypie piaseczkiem, potem może kąpiel w błotku, a na koniec chłodzenie w przyjemniej wodzie. A Ty masz możliwość nie tylko to obserwować, ale także w tym uczestniczyć. Ach, no i jedzenie. Ciągłe podżeranie liści, krzaczków, owoców i generalnie wszystkiego co zielone. Oczywiście kupa też się zdarzy. Najśmieszniej, gdy słonik chillujący w wodzie, otoczony przez rozradowanych ludzi masujących jego boki, puszczał kupę, a ona z prądem rzeki wpływała między nas. Hehe. Ale kto by tak to zauważał, gdy 3 tonowy słoń leży na boku, a Ty możesz dotykać jego stóp, kłów, trąby i ogona. Niesamowite, naprawdę niesamowite spotkanie z dziką (oswojoną) naturą.

Świadomość wzrasta. Przez te dwa lata zaobserwowaliśmy znaczący skok zainteresowania losem dzikich zwierząt w Tajlandii. I nie chodzi jedynie o turystów, ale i o Tajów i tajski rząd. Elephant Haven w Kanchanaburi to piękne doświadczenie. Super jest wspomóc fundacje a przy okazji spędzić dzień z tymi majestatycznymi, mądrymi i czułymi zwierzętami.

Szczęśliwe słonie? Warto.

Zuza